Whitney Barbetti - "Dziesięć poniżej zera"

 "Ten świat ma tylko jeden słodki moment, przeznaczony dla nas."

"Dziesięć poniżej zera" to książka, do której zaświeciły mi się oczy "od pierwszego wejrzenia". Jakaś niepojęta siła ciągnęła mnie w jej stronę i mówiła "Kup ją! To będzie świetne!". Po jakimś czasie jej uległam. Czy to była dobra decyzja?


Tytuł: "Dziesięć poniżej zera"
Autor: Whitney Barbetti
Ilość stron: 304
Wydawnictwo: NieZwykłe
Tłumacz: Dorota Lachowicz

Nazywam się Parker. Moje ciało jest oszpecone bliznami, pamiątkami ataku, którego nie pamiętam. I nie chcę pamiętać. Wolę obserwować życie, niż go doświadczać. Ludzie dookoła śmieją się, całują, rozmawiają – a ja jestem sama, w kącie, obserwując, jak żyją. Nie zależy mi na nikim i niczym. Czuję tylko jedną emocję. To irytacja. I czuję ją bardzo często.
Jeden SMS wysłany pod niewłaściwy numer okazał się moją zgubą. Ma na imię Everett i jest wrednym, natrętnym, aroganckim facetem, który narusza moją osobistą przestrzeń. A co najgorsze: sprawia, że znów coś czuję. Zawsze jest ubrany na czarno, jak gdyby wybierał się na pogrzeb. Pewnie dlatego, że tak jest. Everett umiera. Z tego powodu chce spędzić ostatnie chwile swojego życia żyjąc, naprawdę żyjąc. I zmusza mnie do tego samego. Abym zmierzyła się z demonami, które zdusiłam głęboko w sobie. Rani mnie, pomaga mi, uzupełnia mnie. Umiera. 


 "Nie potrzebuję, by tysiące ludzi wiedziało, że istniałem. Chcę tylko, aby ktoś wiedział, że żyłem."
Zarys fabuły jest typowy dla takiego rodzaju książek. Główni bohaterowie spotykają się, zazwyczaj przypadkiem. No i jak zawsze potrzebują trochę czasu, żeby zorientować się, że zależy im na sobie. Wydaje mi się, że ten opis pasuje do tej książki. Jednak jest coś, co ją odróżnia od reszty.

"Chcę jednej słodkiej chwili, jednego momentu w mojej pamięci, aby trzymać się go, kiedy moja  dusza odejdzie z tej ziemi."

Ta książka jest mieszaniną romansu i dramatu. Nie dominuje w niej wesoły nastrój, wręcz przeciwnie - unoszący się smutek, jest bardzo wyczuwalny. Spowodowane jest to taką, a nie inną sytuacją głównych bohaterów. Everett umiera - jest chory na raka, a Parker nie potrafi wykrzesać z siebie krztyny uczuć przez swoją ciężką przeszłość. Do tego wisi nad nami widmo traumatycznych wydarzeń, przez które bohaterka została skrzywdzona. Fakt ten jest dla mnie jak najbardziej plusem, który nadaje tej książce więcej oryginalności.

"Kłamstwa ubrane w ładne słowa w rezultacie nie przynoszą korzyści."

Nie mogę również nie wspomnieć o tym, jak lekko czyta się tę pozycję. Nim się obejrzałam, przewróciłam ostatnią kartkę. I pomimo że książka nie obfituje w liczne zwroty akcji czy sytuacje, które zapierają dech w piersiach, to czyta się ją bardzo szybko, a kartki przepływają między palcami. Ja osobiście przeczytałam ją w nieco ponad jeden dzień ;).

"Każdy czasami potrzebuje trochę pomocy, Parker. Nie wstydź się o nią prosić."

Kolejnym plusem według mnie jest przedstawienie głównych bohaterów na zasadzie kontrastu. Umierający Everett uczy Parker, która nie docenia swojego życia, jak znowu zacząć czuć i żyć. Według mnie jest to również przesłanie do zwykłego czytelnika. Pokazuje to, żeby doceniać to, co mamy, ponieważ często nawet nie zauważamy tego, nie zwracamy na to uwagi, bo jest to dla nas normą - czymś, co było i powinno być do końca.

"Nie ma przyjemności bez odrobiny bólu."

Co do samych bohaterów, to zakochałam się w postaci Everetta. I tu nie chodzi mi o sam fakt zauroczenia mężczyzną, bo wydaje mi się, że w tej kwestii autorka ciutkę przesłodziła. Nie sądzę, żebym mogła spotkać takiego mężczyznę na ulicy Uważam natomiast, że autorka genialnie wykreowała jego postać, charakter, sposób bycia. Jest to typ osoby, która zawsze wie, co powiedzieć. W swoje wypowiedzi nie raz wplata czarny humor, który, chcąc nie chcąc, przełamuje goryczkę smutku w całej książce.

"– Myślę, - powiedział przed połknięciem – że nikt nigdy wcześniej cię nie cenił. Jak możesz zobaczyć wartość życia, jeśli nikt nie widział wartości w tobie?"

We wstępie zadałam pytanie, czy moja intuicja dobrze mi podpowiadała. Uważam, że bardzo dobrze. Mogę już teraz obiecać, że na pewno kiedyś znów do niej sięgnę.

Serdecznie polecam tę książkę każdemu, a najbardziej fanom romansów.

Bookomaniaczka ;*


Greta Gulsen - "Jak feniks z popiołów"

Odrodzić się jak feniks z popiołów. Co to tak naprawdę może znaczyć? Jedno wyjaśnienie tej frazy jest na pewno proste - odrodzić się z popiołów jak Feniks - legendarny ptak z Etiopii, który pod koniec życia spalał się, aby po chwili powstać z powrotem z popiołów. Jednak nie o to chodzi autorce książki. Chce ona podkreślić, że bohaterowie po wielu swoich problemach muszą "dzwignąć się" na nogi i zacząć nowe życie. Powstać "Jak feniks z popiołów". Książka w zamyśle miała bardzo piękny cel i motyw. Chciała pokazać problemy ludzkie i to, że potrzeba wiele siły by zacząć od nowa.

Jednak czy temu podołała?


Tytuł: "Jak feniks z popiołów"
Autor: Greta Gulsen
Ilość stron: 316
Wydawnictwo: Czarna Kawa

Główną bohaterką tej książki jest młoda lekarka - Laura, która musi zmierzyć się z wieloma przeciwnościami losu. Towarzyszą jej przyjaciele, miłości, ich tragedie czy problemy. Razem z nią właśnie przeżywamy wszelkie rozterki, rozmyślamy nad właściwymi decyzjami...

Zacznijmy od pierwszej rzeczy. Zamysł na całą fabułę książki był bardzo dobry. Pokazanie życia trochę z innej strony, ukazanie jego kruchości oraz tego, że nie każdy ma tyle szczęścia czy siły, by zacząć od nowa, czyli odrodzić się "Jak feniks z popiołów". Muszę przyznać, że książka zapowiadała się bardzo obiecująco. Wątek medyczny z wplecionym między wersy życiem bohaterów mógłby wypalić. Tak, mógłby.

Pierwszym błędem autorki na pewno było wyznaczenie tempa rozwoju akcji. Przez kilkanaście stron nic specjalnego się nie działo, żeby nagle było "Bum!" i w dwóch zdaniach (!) wywróciło się życie bohaterów do góry nogami. I tu chodzi mi o obszerne opisywanie wydarzeń, które niespecjalnie mają wpływ na dalsze losy oraz o ogólnikowe wspomnienie "zwrotu akcji" w dwóch zdaniach.

Kolejną sprawą według mnie jest świat, jaki wykreowała autorka. Z jednej strony nawiązuje ona do bardzo przyziemnych i bardzo dobrze znanych nam problemów, czy rzeczy z rzeczywistości (takich jak na przykład serial M jak miłość), a z drugiej strony tworzy nowy świat dla bohaterów, który nijak nie nawiązuje do "naszego świata". Autorka zderzyła ze sobą świat rzeczywisty i fikcyjny, co dla mnie spowodowało chaos oraz wiele sytuacji, w których nie wiedziałam, czy mam coś brać na poważnie czy nie.

Czytając tę książkę miałam również wrażenie, że bohaterowie, pomimo że są dorośli oraz po studiach medycznych, nie mają świadomości, że istnieje takie coś jak antykoncepcja, o której, jeżeli już pomyśleli, to po fakcie. Sprawa jest jedną z tych, która sprawiała, że im dalej brnęłam w tę książkę, tym mniej życiowa mi się wydawała.
Nie spodobało mi się również to, w jaki sposób autorka wykreowała postać głównej bohaterki - Laury. Z jej wnętrza płynie tak wiele sprzeczności... Dziewczyna podobno jest nieśmiała, ale do chłopaka poznanego pięć minut wcześniej odzywa się jak do starego kumpla; podobno medycyna była jej marzeniem, jednak żadna ze specjalizacji jej nie odpowiadała i w gruncie rzeczy, to nie wiedziała, co ona ma po tej medycynie dalej robić.

Rzeczą, o której powinnam wspomnieć, i to w sumie na początku, to to, że książka podzielona jest na trzy rozdziały: Przeszłość, Teraźniejszość oraz Przyszłość. W pierwszych dwóch częściach na przód wysuwa nam się postać wyżej wspomnianej Laury, a w trzeciej syna pani doktor - Gustawa. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że wątek z pierwszych dwóch rozdziałów urywa się bez zakończenia. Ba! Nawet bez słowa wspomnienia w trzeciej części. Niektórzy mogą twierdzić, że pozostawia to otwartą furtkę dla czytelnika, aby to właśnie on zadecydował o dalszych losach bohaterów, jednak dla mnie pozostawiło to niedosyt i szczyptę zawodu.

Plusem tej książki jest na pewno jej strona językowa. Pomimo czasem bzdurnych rzeczy, książkę czytało się bardzo dobrze. Autorka posiada tak zwane "lekkie pióro", które jednak tym razem chyba źle wykorzystała.

Podsumowując, uważam, że książka miała duży potencjał, tak samo, jak jej autorka, która powinna podczas pisania skupić się na innych rzeczach.
Za możliwość przeczytania książki dziękuję autorce.
Bookomaniaczka ;*

Czerwcowa biblioteczka, czyli kolejne zapowiedzi

Trochę spóźniona, ale przybywam. Jak zwykle pod koniec miesiąca (w tym wypadku na początku ;)) nie może zabraknąć u mnie na blogu zapowiedzi książkowych na następny miesiąc. Co więc z czerwcowych zapowiedzi zainteresowało mnie najbardziej?

1. S.R. Masters - "Nigdy się nie dowiesz" - Premiera: 20.06.2018 r.

Kiedy nastoletni Will mówi o tym, że zostanie seryjnym mordercą, przyjaciele traktują to jako żart: niepoważne przechwałki na koniec gorącego lata, młodzieńcza fantazja, wakacyjne wygłupy. Ale Adeline nie może się oprzeć wrażeniu, że za tymi słowami kryje się coś złowieszczego.
Piętnaście lat później Adeline wraca do Blythe na spotkanie dawnej paczki – tyle że Will się na nim nie zjawia. Wspominając dawne czasy, rozmawiają także o zabójczych planach przyjaciela. Nie jest im jednak do śmiechu, kiedy odkrywają, że w okolicy zmarły niedawno dwie osoby, a okoliczności ich śmierci wydają się znajome. Tylko oni wiedzą, że są dokładnie takie, jak opisał to niegdyś Will.
Gdy grupa dawnych przyjaciół próbuje odnaleźć Willa, dociera do nich, że ten wciąga ich w niebezpieczną grę nawiązującą do jednej z zabaw z wakacji sprzed lat. Tyle że tym razem stawką jest ich życie…

2. Magda Stachula - "W pułapce" - Premiera: 20.06.2018 r.

Klara budzi się rano na klatce schodowej. Nie pamięta, co się działo w nocy, nie wie, jak wróciła do domu. Z przerażeniem orientuje się, że od imprezy, na którą wyszła w sobotę, minęły dwa dni.
Odkrywa dziwne ślady na swoim ciele. A później dowiaduje się, że rok wcześniej wcześniej inną kobietę spotkało coś bardzo podobnego. Postanawia się z nią skontaktować.
I wtedy ktoś podrzuca jej dziwny prezent. Co stało się z tamtą dziewczyną? Czy Klara będzie następna? I co tak naprawdę jej grozi?

3.  Shari L. Tapscott - "Odrobina brokatu" - Premiera: 21.06.2018 r.

Lauren ma prosty plan na życie: skończyć szkołę, dalej rozwijać swojego bloga DIY i poślubić kogoś sławnego. W swojej przyszłości widzi jeszcze dwa słodkie pieski i bardzo dużo brokatu. Klasyczne „i żyli długo i szczęśliwie”. Plany krzyżuje Harrison, szkolny przyjaciel jej brata, który nagle postanawia zamieszkać w ich domku gościnnym. Przecież to studio nagraniowe Lauren! Gdzie ma teraz kręcić nowe filmy dla swoich fanów? Dziewczyna decyduje się na ignorowanie intruza. Jakoś przeczeka jego niechcianą obecność i wróci do swojej kreatywnej codzienności. Gdyby tylko Harrison nie był taki przystojny... i zabawny... i zdolny... i wkurzający! Czy kiedy przyjdzie pora przeprowadzki, Lauren będzie w stanie rozstać się z Harrisonem? W sumie każda chwila z nim spędzona ma w sobie jakiś tajemniczy blask.

4. Kate Sterritt - "Kocham tylko tak" - Premiera: 28.06.2018 r.

Emerson Hart poznała Merikiego, kiedy miała zaledwie dziesięć lat. Połączyła ich wielka przyjaźń, która z biegiem czasu przerodziła się w miłość. Kiedy dziewczyna dorosła, pewnego dnia utraciła wszystko, co było jej drogie, a Meriki nie był już chłopcem, którego pokochała.
Emerson nie może zrozumieć, dlaczego wszystko się zmieniło. Wtedy w jej życiu pojawia się Josh, który przypomina jej Merikiego. Serce Emerson zaczyna się otwierać, chociaż wydawało się, że tylko jeden chłopak ma do niego klucz. Ten, którego naprawdę kochała.



5. John Grisham - "Thedore Boone. Tom 6. Afera" - Premiera: 20.06.2018 r.

Przed Theo Boone’em koszmarny tydzień. Jeśli chce zostać prawnikiem, musi dać z siebie wszystko podczas wielogodzinnych egzaminów. Ich wyniki będą porównywane w kilku sąsiednich szkołach i najlepsi uczniowie dostaną się do najlepszych licealnych klas. Wkrótce anonimowy donos sugeruje, że odpowiedzi w jednej ze szkół zostały sfałszowane. Przez to marzenia Theo zawisły na włosku. Młody prawnik musi przyjrzeć się tej aferze. A także spróbować ocalić przyjaciela, któremu grozi niebezpieczeństwo ze strony kogoś bliskiego.



6. Colleen Hoover - "Without Merit" - Premiera: 20.06.2018 r.

Siedemnastoletnia Merit na pewno nie ma normalnego życia. Jej schorowana matka mieszka w piwnicy, a ojciec na górze – z nową żoną i dziećmi z obu małżeństw. Jej siostra bliźniaczka, śliczna Honor, to chodzący ideał, a brat Utah – nieznośny perfekcjonista. Merit czuje, że jest ich zupełnym przeciwieństwem, że wciąż robi coś nie tak, jak powinna, a na dodatek stale przydarza jej się coś złego. Najbardziej bolesne są dla niej jednak kolejne tajemnice, które coraz bardziej oddalają od siebie członków rodziny. W tym sekret samej Merit: dziewczyna zakochuje się w chłopaku swojej siostry. Sytuacja zaczyna ją przerastać. Rezygnuje ze szkoły, zaszywa się w domu i po cichu „znika z własnego życia”, a w końcu postanawia opuścić dom na zawsze. Jednak jej plan nie wypala i musi zdecydować… czy może dać drugą szansę nie tylko swojej rodzinie, ale również sobie.

Tyle cudów w tym miesiącu ;). A Wy na co czekacie w tym miesiącu? Może zaciekawił Was któryś z wyżej wymienionych tytułów? Koniecznie dajcie znać w komentarzach!
PS: Opisy i zdjęcia okładek pochodzą ze strony Empik.com.

Victoria Aveyard - "Czerwona królowa"

 Prawda się nie liczy. Liczy się tylko to, w co wierzą ludzie.

Dlaczego wypożyczyłam tę książkę z biblioteki? Z dwóch powodów. Po pierwsze: bardzo, ale to bardzo spodobała mi się jej okładka. Jeszcze zanim przeczytałam samą książkę, znalazła się ona w rankingu kilku najlepszych okładek, który stworzyłam jakiś czas temu. Po drugie: zaciekawił mnie jej opis. Wizja nowo stworzonego świata, fantasy i te sprawy są zdecydowani dla mnie. Dlatego też siadając do tej książki, miałam duże wymagania. Czy sprostała nim?




Tytuł: "Czerwona królowa"
Autor: Victoria Aveyard
Seria: Czerwona królowa - Tom 1
Ilość stron: 488
Tłumacz: Adrianna Sokołowska - Ostapko
Wydawnictwo: Otwarte


Mieszkańcy Norty dzielą się, ze względu na kolor krwi, na Srebrnych - arystokratów o nadprzyrodzonych umiejętnościach, i Czerwonych - zwykłych ludzi wykorzystywanych jako tania siła robocza i przymusowo wysyłanych na wojnę, która toczy się od prawie stu lat. Właśnie taki los czeka wkrótce siedemnastoletnią Mare Barrow. Wydaje się, że dziewczyna ma wyłącznie złodziejski talent, ale gdy trafia na królewski dwór jako służąca, odkrywa w sobie moc, która dla Srebrnych stanowi ogromne niebezpieczeństwo. Tymczasem w wyniszczonych kraju robi się coraz bardziej niespokojnie. Na sile przybierają ataki tajemniczej Szkarłatnej Gwardii walczącej o wyzwolenie Czerwonych.

Jak dla mnie ta książka to jedno wielkie "Wow"! U góry zadałam pytanie, czy spełniła moje oczekiwanie. Tak. Zdecydowanie tak! Nie spodziewałam się, że ta książka wciągnie mnie do swojego świata od pierwszych stron. Praktycznie od samego początku dzieje się coś, co nie pozwala odłożyć Ci książki. Właśnie to jest powodem tego, że "wciągnęłam" książkę w niespełna trzy dni. 


Na samym początku muszę wspomnieć o jednej rzeczy, która wywołała u mnie małe zmieszanie. Opis, który zamieściłam powyżej, znajduje się na skrzydełku książki, a jak wiadomo, każda osoba, która chce dowiedzieć się, o czym jest książka, automatycznie patrzy na jej tył. U "Czerwonej królowy" na tylnej okładce znajduje się fragment książki. Nie wydaje mi się istotne to, aby przywoływać go całego, dlatego zacytuję tylko fragment:

"– Mare Molly Barrow, urodzona siedemnastego listopada 302 roku Nowej Ery, córka Daniela i Ruth Barrowów [...]"

 Powiedzcie mi proszę, jaka pierwsza myśl przychodzi Wam do głowy po przeczytaniu tego fragmentu. Rzecz się dzieje w starożytności, prawda? I właśnie ja też tak pomyślałam i bardzo się zdziwiłam, gdy na samym początku pojawiły się latające statki, czy chociażby rowery ;). W tej książce punkt wyznaczający Nową Erę znajduje się hen w dalekiej przyszłości w stosunku do naszych czasów. Taka anegdotka, może mało ważna, jednak ten fakt długo zaprzątał mi głowę.

Może jednak postaram się uniknąć chaosu w recenzji i zacznę mówić o wszystkim po kolei. Bo znając moje zdolności, to ten tekst zaraz może nie mieć ani ładu, ani składu.

Ten świat jest równie piękny, co niebezpieczny. Ludzi, którzy popełniają błędy, po prostu się eliminuje. 

Zamysł fabuły. Zadecydowanie na tak. Czytając recenzje tej książki u innych bloggerów, zauważyłam, że u niektórych jest ona porównywana na przykład do Igrzysk Śmierci. Przepraszam, jeśli nie zrozumiałam intencji autora wyżej wymienionej książki, jednak na prawdę nie rozumiem, co ta książka ma wspólnego z tą serią... Oprócz oczywiście tego, że autorka "tworzy świat od nowa". Ale nie o tym miałam mówić. Uważam, że Victoria Aveyard naprawdę zasługuje na brawo za fabułę.

-Marzenia nie przynoszą nic dobrego.

Oczywiście, jak w prawie każdej książce, musi pojawić się wątek romantyczny. Jak na osobę, która z
reguły lubi romantyczne historie, stosunek głównego wątku do romansu był odpowiednio wyważony. Nie "panował" on nad całą książką, jednak w pewien sposób miał duży wpływ na sekwencję wydarzeń. Wydaje mi się, że takie rozwiązanie jest chyba najlepsze.

          Tylko o to cały czas chodziło. O zazdrość. Rywalizację. O to, żeby cień pokonał płomień.

Co do bohaterów... Główna bohaterka, Mare, w pewnych momentach naprawdę mnie irytowała swoim zachowaniem i swoją nadmierną naiwnością, jednak pomimo tego zdobyła moją sympatię. Może to dlatego, że w jakiś sposób jest podobna do mnie?
Oprócz Mary, dwoma kluczowymi postaciami dla historii jest dwoje książąt: Cal i Maven. Co do zachowania oby dwóch trochę się zawiodłam, gdyż w większym lub mniejszym stopniu na początku zapowiadali się być zupełnie innymi osobami. 

Podsumowując, książka naprawdę mi się podobała i już nie mogę się doczekać, kiedy będę miała okazję przeczytać kolejne tomy tejże historii. Zdecydowanie polecam ją każdemu fanowi fantasy i nie tylko ;).

Bookomaniaczka ;*
 

Paweł Fleszar - "Wyśniona jedenastka"

Jak dawno nie czytałam kryminału? Jeżeliby zaliczyć do tego gatunku książkę Marty Obuch, to jakieś pół roku, jeśli nie... Za daleka przeszłość. Gdy dostałam propozycję przeczytania tej pozycji od autora, bardzo się ucieszyłam. Brakowało mi książek "z dreszczykiem". A czy spełniła ona moje oczekiwania?



Tytuł: "Wyśniona jedenastka"
Autor: Paweł Fleszar
Ilość stron: 404


Książka opowiada dwie historie, z dwóch perspektyw, w dwóch różnych przedziałach czasowych - 2004 i 2016 roku. Pierwsza pokazuje nam życie z perspektywy Macieja Porzyńskiego, którego życie wywraca się do góry nogami, gdy pewnego dnia, spacerując z dziewczyną, znajduje zamordowanego człowieka. W drugiej historii natomiast poznajemy Agnieszkę - siatkarkę, która spotyka... Maćka! 

Zacznijmy może, że jest to kryminał o tematyce sportowej. Ale tak bardzo sportowej. W 90 % dotyczącej piłki nożnej.  Główny bohater pracuje w redakcji gazety jako dziennikarz sportowy. Często jeździ na różnego rodzaju mecze, zdarza się, że nawet za granicę. Przeprowadza też wiele wywiadów z piłkarzami. Ponad to cała sprawa kryminalna kręci się wokół sportu, a dokładniej - pewnej nagrody. I wszystko byłoby fajnie, jednak moim zdaniem piłki nożnej było czasem ciut za dużo, przez co czasem można było zgubić wątek.

Drugą sprawą, która delikatnie mnie gryzie, jest duża ilość bohaterów. Zdarzało się, że jedna osoba pojawiała się na początku książki, po czym wracała pod koniec, kiedy przez środek zdążyło przewinąć się kilkanaście innych osób. Niby mało ważny szczegół, a jednak wprowadzał trochę mętliku w mojej głowie.

Co do pozytywów, to na pewno wśród nich znajdzie się zakończenie, którego zdradzić nie mogę, lecz bardzo, bardzo mnie zaskoczyło. A według mnie zaskakujące zakończenie jest ogromnym plusem, bo to znaczy, że książka wychodzi poza schemat. Taką książką jest właśnie "Wyśniona jedenastka". Na początku zapowiada się jak typowa książka, w której ktoś kogoś zabił, ktoś coś kradnie. Jest to jednak złudne. Z każdą stroną sytuacja co raz bardziej się komplikuje.  I tu kolejny plus dla autora. Intryga jest zaplanowana bardzo inteligenty i sprytny sposób, dzięki czemu czytelnik niewyspecjalizowany w kryminałach (czyli taki, jak ja) nie domyśli się co się stanie dalej.

Kolejnym pozytywem jest na pewno pisanie opowieści w dwóch perspektywach, w dwóch różnych przedziałach czasowych. Bardzo lubię takie książki, ponieważ zmuszają czytelnika do myślenia, powiązywania wątków z przeszłości do tych z teraźniejszości. W trakcie czytania takich opowieści moja wyobraźnia wymyśla sobie, co mogło się zdarzyć w tej przeszłości, że teraz to wygląda tak, a nie inaczej. Dzięki temu również nie mogłam doczekać się jeszcze bardziej zakończenia.

Należałoby również wspomnieć o bohaterach. Agnieszka - główna bohaterka "teraźniejszości" denerwowała mnie swoim sposobem "bycia". Często użalająca się nad sobą, łatwowierna, trochę nieodpowiedzialna 25 - latka. Co do Maćka, bohatera "przeszłości", bardzo, ale to bardzo się zaskoczyłam. Okazał się całkiem inną osobą, za którą go uważałam przez całą książkę. Jednak żeby wyjaśnić, dlaczego tak uważam, musiałabym zdradzić część zakończenia.

Podsumowując, książka ma kilka "minusów", które jednak w większej części są przykrywane przez dużo większą ilość "plusów". Książkę tę polecam zdecydowanie osobom, które lubią kryminały, a przede wszystkim są fanami piłki nożnej ;).

Książkę możecie znaleźć pod tym linkiem: http://sportkrakowski.pl/wysniona-jedenastka-e-book/

Bookomaniaczka ;*

Sobiesław Kolanowski - "Szkice dla większych całości"

"Zarówno chwila, jak i niebyt stanowią ucieczkę przed myślą, której z jakichś powodów nie chcemy do siebie dopuścić"


Przeraża mnie fakt, że tak długo nie było mnie tu z żadną recenzją. Jednak teraz nadszedł ten czas i po długotrwałej nieobecności oraz nieregularnym wstawianiem postów, będę starać się nadrobić braki.
Jak pewnie większość z Was zauważyła dzisiaj chciałabym podzielić się wrażeniami po książce Sobiesława Kolanowskiego pt. "Szkice dla większych całości". Zapraszam!


Autor: Sobiesław Kolanowski
Tytuł: "Szkice dla większych całości"
Ilość stron: 218
Wydawnictwo: Poligraf

A może rodząc się, czujemy fantomowy ból po amputacji drugiego człowieka? Tytułowe "Szkice" to bohaterowie jedenastu opowiadań. Podobni do nas ludzie, którzy, poszukując szeroko rozumianego dopełnienia, balansują na zacierającej się granicy między rzeczywistością a nieograniczonymi przestrzeniami naszych umysłów. Przy ledwie zarysowanym kontekście codzienności zagłębiamy się w ich zmagania z osobliwą nieprzewidywalnością świata.

"Opowiem wszystko muzyką, która popłynie z dachu, wyłącznie dla ciebie"

"Szkice.." to książka trochę obyczajowa, jednak zawierająca w sobie nutkę psychologii i filozofii, a także szczyptę absurdu, abstrakcji. Przyznam szczerze, że pierwszy raz spotkałam się z takim typem literatury i nie miałam pojęcia, czego mogę się spodziewać. Gdy przeczytałam pierwsze zdania dobrze się zdziwiłam, gdyż okazała się ona być zupełnie "inna" niż pozostałe książki, które przydarzało mi się czytać ostatnimi czasy.

Książka ta na pewno wymaga od czytelnika dużej wyobraźni oraz szerokiego myślenia. Te 218 stron, w których mieszczą się "Szkice...", są bardzo złudne dla czytelnika, gdyż aby zrozumieć, co autor chce nam przekazać trzeba się wgłębić się w tę książkę. Zdecydowanie nie jest to typ literatury, który wystarczy przeczytać "po łebkach".  W nim trzeba szukać drugiego sensu, bo ten dosłowny może wydać się bardzo... dziwny? Czasem może nam się wydawać, że bohaterowie postępują zdecydowanie irracjonalnie i wbrew wszelkim zasadom logiki, bo na przykład: Co dosłownie może oznaczać przyklejenie krzesła do sufitu?

"Kończy się coś i coś zaczyna. Jeden świat umiera, by mógł narodzić się drugi"

Co do bohaterów... Jak zostało wspomniane wyżej -  w opisie - "Szkice..."  to zbiór opowiadań, w których bohaterowie są jedynie lekko zarysowani, wiemy o nich tylko tyle, ile chce nam przekazać autor. Co do reszty możemy tylko snuć domysły czy wprawić w ruch naszą wyobraźnię. Zabieg ten nie jest jednak przypadkowy. Ma on na celu nam pokazać, że są to zwykli ludzie - tacy jak my. Że to, co przytrafiło się im, może zdarzyć się także nam. Na pewno każdemu z Was przynajmniej raz zdarzyło się zastanawiać: Dlaczego coś jest tak, a nie inaczej? Tak samo postępują bohaterowie szkiców. Szukają odpowiedzi na pytania, które czasem jej nie mają lub posiadają ich wiele

Książka ta porusza wiele tematów: od najprostszej przyjaźni i miłości aż do definicji nicości czy niebytu. Autor w swoim zbiorze opowiadań porusza różne tematy, czasem kontrowersyjne. Jednak nie owija w bawełnę i mówi o różnych rzeczach bez ogródek.

Nie sądziłam, że książka tak mi się spodoba. Wbrew swojej "inności" dobrze mi się ją czytało, pomimo że często musiałam wysilić umysł, gdyż po całym dniu niektóre rzeczy wydawały mi się zagmatwane i czasem nie wszystko rozumiałam. Wydaje mi się jednak, że gdybyśmy wszystko rozumieli to na świecie byłoby nudno ;).  Myślę także, że czynnikiem, który spowodował, że książka mi się spodobała, było to, że w prawdziwym życiu także jestem jakiegoś rodzaju filozofem. Częściej niż ludzie w moim otoczeniu zastanawiam się: Czemu akurat stało się tak, a nie inaczej? Dlaczego to jest takie, a nie siakie? A co by było gdyby...?

"Milczeć , wypluwając z siebie setki zdań. Mówić bez ustanku, nic nie powiedziawszy. Nadawać beztroskim słowom rangę fałszu. Nadawać rangę fałszu ciszy, którą zamiata się pod dywan."

Książkę zdecydowanie polecam tym osobom, które oczekują od niej czegoś więcej niż samej historii i bohaterów oraz tym, które lubią psychologiczno - filozoficzne podejście do życia.

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję autorowi książki - Panu Sobiesławowi Kolanowskiemu. 

 Bookomaniaczka :*

Majowa Biblioteczka




Jak co miesiąc przychodzę do Was z zapowiedziami książek na maj, które najbardziej przykuły moje oko. Więc nie przedłużając, zapraszam! ;)


1. "Zabójczy pocisk" -Rafał Bielski, Łukasz Orbitowski, Remigiusz Mróz, Jakub Małecki, Joanna Opiat-Bojarska, Wojciech Chmielarz, Olga Rudnicka, Katarzyna Puzyńska, Marta Guzowska, Magdalena Knedler, Bartosz Szczygielski, Ryszard Ćwirlej, Robert Małecki, Małgorzata Rogala, Marta Matyszczak, Tomasz Siekielski; - Premiera: 09.05.2018r

Zbiór opowieści kryminalnych o różnych rodzajach zbrodni. I choć każda z nich mówi o konkretnym czasie i miejscu, dopowiada też kilka zdań prawdy o nas jako grzesznym i upadłym gatunku.  


 Jestem bardzo ciekawa tej książki, tym bardziej że wypisanie autorów zajęło mi trochę czasu ;). 

2. "I że cię nie opuszczę" - Michelle Richmond - Premiera: 09.05.2018r.

Alice i Jake to młode kochające się małżeństwo. Alice odnosi sukcesy jako prawniczka, Jake jest terapeutą i współwłaścicielem poradni psychologicznej. Przed nimi wspólne życie pełne planów. W prezencie ślubnym od prominentnego klienta Alice nowożeńcy otrzymują zaproszenie do elitarnego klubu dla małżeństw, który działa pod nazwą Pakt. Jego celem jest wspieranie par w staraniach o szczęśliwy i trwały związek. Nierozerwalny. Za wszelką cenę… Jak daleko się posuną, aby ochronić swoje małżeństwo?

Nie wiem, jak Wy, ale ja o tej książce ostatnio słyszała zewsząd. Mam nadzieję, że na przereklamowaniu się nie skończy... ;).

3. "Zanim pozwolę Ci wejść" - Jenny Blackhurst - Premiera: 09.05.2018r.

Każda przyjaźń ma swoje tajemnice. Nawet ta, która od lat łączy Karen, Beę i Eleanor. Chociaż zawsze mogły na siebie liczyć, każda z nich ma niezamknięte sprawy z przeszłości. I pozornie idealne życie, które mimo to udało im się zbudować. Wszystko jednak zaczyna się sypać, kiedy do drzwi doktor Karen Browning puka nowa pacjentka, Jessica Hamilton. I kiedy z jej ust padają słowa: "Nie naprawi mnie pani". Skoro Jessica nie chce się wyleczyć, po co tak naprawdę przyszła? I skąd wie o Karen i jej najbliższych to, co wydaje się wiedzieć?
Wkrótce życie Karen, Bei i Eleanor zamienia się w koszmar. Nagle trzy silne kobiety stają się osaczone i bezbronne. A demony, o których przez lata starały się nie pamiętać, atakują z najbardziej nieoczekiwanej strony. Dokąd doprowadzi gra, w którą zostały zmuszone zagrać? I kto rozdaje karty?

Wiem, że to źle, ale zwróciłam uwagę na tę książkę, dzięki okładce, która tak bardzo przypomina mi "Za zamkniętymi drzwiami"... 

4. "Naznaczeni Śmiercią. Tom 2. Spętani przeznaczeniem" - Veronica Roth - Premiera: 23.05.2018r.

Akos – syn narodu miłującego pokój i Cyra – zabijająca dotykiem, siostra bezwzględnego tyrana, który zmusza ją do zadawania bólu a nawet śmierci swoim politycznym przeciwnikom.  Życiem tych dwojga od narodzin rządzi przeznaczenie, a raz wypowiedziane przez wyrocznie losy stają się nieodwracalne. Ludy, do których należą, rywalizują i walczą o władzę na planecie Thuhve, w odległej galaktyce. Pewnego dnia  Akos zostaje brutalnie porwany. Od tej pory ma służyć Cyrze. Między dwojgiem, których więcej zdaje się dzielić niż łączyć, rodzi się uczucie, wymagające przebaczenia. W odzyskujący spokój świat wkraczają jednak demony przeszłości. Tyran – ojciec dziewczyny uważany za martwego – powraca z kosmicznej wędrówki, by zniszczyć życie mieszkańców planety.


Czytałam Tom 1 tej serii i szczerze mówiąc nie zachwycił mnie bardzo. Jestem jednak ciekawym człowiekiem i chyba jednak skuszę się na drugi tom ze zwykłej ciekawości.

5. "Singielka" - Marta Matulewicz - Premiera: 09.05.2018r.

Ewa decyduje się na wyjazd do Londynu, w którym czeka na nią przyjaciółka, aby podjąć pracę i nawiązać nowe znajomości. Rezolutna i śmiała Polka w nowym, nieznanym środowisku traci pewność siebie, czuje się zagubiona i z zadziwiającą łatwością – ale i wdziękiem – wpada w kolejne tarapaty. Za każdym razem udaje jej się jednak wyjść z nich obronną ręką. Ewa musi na nowo zdefiniować samą siebie i swoje oczekiwania, znaleźć własne miejsce w obcym mieście. Bohaterka poznaje mieszkańców Londynu, szuka pracy, miłości, odkrywa też nieznane dotąd fascynujące smaki życia – a wszystko to z uśmiechem, entuzjazmem, wiarą w siebie i otwartością na to, co przyniesie przyszłość. „Singielka w Londynie” to ciepła i zabawna opowieść o tym, że wszelkie przeciwności losu warto pokonywać z uśmiechem.

Książka zdecydowanie w moim stylu. Mam nadzieję, że za niedługo trafi w moje ręce ;).

To na tyle z majowych zapowiedzi :). A na co Wy zwróciliście uwagę? Koniecznie napiszcie w komentarzach :D.

Bookomaniaczka :* 

Zdjęcia okładek i opisy pochodzą ze strony Empik.com!

Polub mnie na Facebook'u